W ogólnych historiach wojny, 54th Massachusetts Infantry jest zwykle przedstawiany jako pierwszy afroamerykański pułk w Armii Unii, który doświadczył próby walki. W rzeczywistości, szturm 54. Massachusetts na Battery Wagner miał miejsce prawie dwa miesiące po tym, jak Louisiana Native Guards przypuścili szturm na podobną konfederacką fortyfikację w Port Hudson w Luizjanie. Był to pierwszy oficjalnie zwerbowany czarny pułk walczący dla Unii, a także jedyna jednostka w armii Unii, która miała zarówno czarnych, jak i białych oficerów. Ze względu na fakt, że znajdowali się daleko od centrum uwagi mediów, ich osiągnięcia nigdy nie zostały w pełni docenione podczas wojny.

Mężczyźni z Native Guards pochodzili z regionu Nowego Orleanu. Większość z nich była wolnymi mężczyznami o mieszanych rasach, których rodziny otrzymały wolność od rządu federalnego, gdy Nowy Orlean stał się amerykańską własnością poprzez zakup Luizjany w 1803 roku.

Gdy wybuchła wojna secesyjna, wielu wybitnych wolnych czarnych z Nowego Orleanu spotkało się, by przedyskutować swój sposób działania i zdecydowało, że powinni poprzeć nowy rząd Konfederacji i zgłosić się na ochotnika do służby wojskowej. Początkowo władze Konfederacji pochwaliły ich propozycję, a ich patriotyzm był wychwalany w lokalnych gazetach. 2 marca 1861 roku, na miesiąc przed ostrzałem Fortu Sumter, Shreveport Daily News zamieścił artykuł o „bardzo dużym spotkaniu wolnych kolorowych mężczyzn z Nowego Orleanu”, którzy podjęli działania „w celu utworzenia organizacji wojskowej i zaoferowania swoich usług gubernatorowi Luizjany.”

Pochwały to jedno, akceptacja to zupełnie inna sprawa. Przywódcy Konfederacji, którzy początkowo z zadowoleniem przyjęli perspektywę czarnych żołnierzy, zmienili swoje stanowisko w obliczu rosnącego wpływu abolicjonistów na rząd federalny. Broniąc słuszności niewolnictwa, południowi urzędnicy wskazywali na swój długoletni argument, że czarni są gorsi od białych. Zapisanie czarnych żołnierzy na tym samym poziomie co białych obaliłoby ten argument wobec całego świata, a Konfederacja zdecydowała się odmówić Rdzennym Strażnikom Luizjany przywileju walki za ich nowy kraj.

Połączona ekspedycja armii amerykańskiej i marynarki wojennej przyjęła kapitulację Nowego Orleanu 26 kwietnia 1862 roku. Ale zdobycie miasta i odcięcie ujścia Missisipi było tylko początkiem dla okupacyjnej armii federalnej. Siły Unii, pod dowództwem gen. dyw. Benjamina Franklina Butlera, potrzebowały posiłków. Butler, polityk z Massachussetts o abolicjonistycznych zapędach, wiedział, że zasoby rządu federalnego są nadwyrężone i przekazał do Waszyngtonu prośbę o pozwolenie na zebranie pułków miejscowych czarnych mężczyzn.

Nie był to pierwszy raz, kiedy zaproponowano ten pomysł. Czarne oddziały zostały utworzone przez Unię spośród wyzwolonych niewolników w Port Royal, S.C., po tym jak zostało ono zajęte przez wojska federalne, ale ten eksperyment przyniósł mniej niż pożądane rezultaty. Byli niewolnicy byli źle traktowani, nie otrzymywali wynagrodzenia i przeszli niewielkie lub żadne szkolenie wojskowe. Eksperyment Butlera miał być inny. Waszyngton nie odpowiedział oficjalnie na prośbę, więc Butler postanowił przeprowadzić rekrutację na własną rękę.

Podszedł do kilku prominentnych czarnych mężczyzn z Nowego Orleanu, aby poznać ich odczucia na temat wstąpienia do Armii Unii. Byli to ci sami ludzie, którzy zaoferowali swoje usługi Konfederacji zaledwie rok wcześniej, otrzymując upokarzające odmowy w tym procesie. Nadal byli gotowi do walki i pragnęli pokazać światu, że są równi każdemu żołnierzowi. Native Guards z Luizjany rzeczywiście zaciągnęli się do armii Bena Butlera.

22 sierpnia 1862 roku generał Butler wydał ogólny rozkaz zezwalający na zaciąg czarnych żołnierzy. Czarni z Nowego Orleanu zareagowali z entuzjazmem. W ciągu dwóch tygodni zaciągnął ponad 1000 ludzi i mógł sformować swój pierwszy pułk. Rozkazy stanowiły, że tylko wolni czarni mają być zapisani do pułku, ale oficerowie rekrutacyjni byli bardzo pobłażliwi w egzekwowaniu tej zasady, pozwalając wielu zbiegłym niewolnikom być wpisanymi na listy bez zadawania pytań.

W dniu 27 września 1862 roku, 1 Pułk, Louisiana Native Guards, oficjalnie stał się pierwszym czarnym pułkiem w Armii Unii. 1 Pułk Południowej Karoliny miał zaszczyt być pierwszym czarnym pułkiem, który został zorganizowany, ale nigdy nie został oficjalnie wcielony do armii.

Zdumiewająca odpowiedź na wezwanie Butlera trwała nadal. W ciągu kilku krótkich miesięcy zgłosiło się wystarczająco dużo czarnych mężczyzn z okolicy, aby utworzyć cztery pełne pułki, powiększając w ten sposób siły Butlera o ponad 4000 ludzi i pomagając rozwiązać problem niedoboru siły roboczej.

Wielu wybitnych czarnych obywateli Nowego Orleanu zostało mianowanych oficerami w pułkach, a oni mieli ochotę obalić oszczerstwa, których Konfederacja używała, aby trzymać ich z dala od armii. Jednym z takich przykładów był kapitan Andr Cailloux z Kompanii E. Cailloux był szanowanym i bogatym mieszkańcem Nowego Orleanu, który lubił się chwalić, że jest „najczarniejszym człowiekiem w Ameryce”. Otrzymał formalne wykształcenie we Francji, łącznie z instruktażem w zakresie sztuki wojskowej. Kapitan był urodzonym przywódcą i prezentował uderzającą, marsową prezencję podczas musztry swoich żołnierzy, wydając rozkazy zarówno po angielsku, jak i francusku.

Biali oficerowie z armii Butlera szybko przekonali się do idei służby z czarnymi. Ogólnie rzecz biorąc, zauważono, że czarni łatwiej podjęli się służby niż ich biali odpowiednicy, i że łatwiej było ich wyszkolić i zdyscyplinować. Jeden z białych oficerów służących w Native Guards wysłał do domu list, w którym wyraził swój podziw: „Zdziwiłby się Pan, jakie postępy robią czarni w musztrze i we wszystkich obowiązkach żołnierskich. Uważam, że są lepiej przygotowani do nauki, bardziej uporządkowani i czyści, zarówno w swoich osobach, jak i kwaterach, niż biali. Ich zdolności bojowe nie zostały jeszcze przetestowane na dużą skalę, ale jestem przekonany, że wiedząc tak jak oni, że nie otrzymają ćwierćdolarówki z rąk rebeliantów, będą walczyć na śmierć i życie.”

Choć w obozie udowadniali, że są wzorowymi żołnierzami, członkom Tubylczej Gwardii odmówiono szansy sprawdzenia się na polu bitwy. Zamiast tego zostali zdegradowani do pracy fizycznej przy fortyfikacjach obronnych lub pilnowania tychże fortyfikacji po ich ukończeniu. Na razie biali wciąż byli uważani za wyłączny element bojowy armii Butlera, a Rdzenni Strażnicy Luizjany musieli czekać na swój czas.

W maju 1863 roku siły Unii pod dowództwem gen. dyw. Ulyssesa S. Granta próbowały odbić z rąk Konfederatów twierdzę Vicksburg w stanie Miss. Generał major Nathaniel P. Banks otrzymał rozkaz skoordynowania swoich działań tak, by wspomóc Granta i uniemożliwić wysłanie do Vicksburga potencjalnych posiłków. Banks zdecydował, że najlepszym sposobem będzie szturm na Port Hudson, konfederacką twierdzę położoną 30 mil na północ od Baton Rouge, na wschodnim brzegu rzeki Missisipi. Rdzenna Gwardia Luizjany była już wtedy pod dowództwem Banksa, który w pełni zamierzał wykorzystać ją w nadchodzącej ofensywie.

Tuż przed rozpoczęciem operacji przeciwko Port Hudson, Rdzenna Gwardia Luizjany otrzymała swój sztandar pułkowy. Kiedy pułkownik Justin Hodge wręczył sztandar sierżantowi Anselmasowi Plancianois, ostrzegł go, że ma go chronić, a nawet za niego umrzeć, ale nigdy go nie oddać. Plancianois odpowiedział: „Pułkowniku, przyniosę te barwy do pana w hołdzie lub zdam sprawę Bogu, dlaczego”. Jego słowa spotkały się z dzikimi okrzykami radości z szeregów. Mężczyźni mieli w końcu własną flagę i zamierzali pójść za nią do walki.

Port Hudson był groźną twierdzą. Wznosił się na wysokim na 80 stóp urwisku wzdłuż zakola Missisipi i był praktycznie nie do zdobycia od strony rzeki. Jedynym możliwym sposobem ataku był atak lądowy, szturm od tyłu, ale Konfederaci podjęli wszelkie środki ostrożności, by zabezpieczyć się przed taką ewentualnością. Linia abatisów, ściętych drzew z zaostrzonymi gałęziami, biegła przez całą długość obwodu. Za nimi znajdowały się doły strzeleckie i umocnienia. Na końcu znajdowała się główna fortyfikacja ziemna, z parapetami o grubości 20 stóp, chroniona przez wypełniony wodą rów o szerokości 8 stóp i głębokości 15 stóp. Wszystkie fortyfikacje zostały zbudowane przy użyciu pracy niewolników. Za dziełami Konfederaci zamontowali 20 dział oblężniczych i 31 sztuk artylerii polowej. Choć nie są dostępne potwierdzone dane, wiadomo, że garnizon Konfederatów liczył ponad 6000 ludzi. Wyparcie ich z tak silnej pozycji byłoby trudnym przedsięwzięciem dla doświadczonych żołnierzy. Wydawałoby się, że to zbyt wiele, by wymagać tego od niewypróbowanych żołnierzy, ale Native Guards chętnie skorzystali z okazji.

Unijna artyleria zburzyła wczesnoporanny spokój 27 maja 1863 roku, gdy fort znalazł się pod ciężką kanonadą, mającą na celu zmiękczenie jego obrony przed wysłaniem piechoty. Przez cztery godziny działa Unii ostrzeliwały fort.

Native Guards, w sile 1,080 żołnierzy, zostali umieszczeni na skrajnej prawej stronie linii Unii. O 10 rano, hejnał zasygnalizował atak, a Gwardia ruszyła do przodu z krzykiem. Między nimi a fortem było pół mili terenu poprzecinanego wąwozami i usianego gałęziami, ale Gwardia posuwała się naprzód w biegu. Gdy zbliżyli się do fortu, spotkali się z wybuchami kanistrów, wystrzelonych niemal w twarz z dzieł znajdujących się na ich przedzie. Artyleria ostrzeliwała także obie flanki, a rzeź była straszliwa. Mimo to Gwardziści wciąż parli naprzód, nieświadomi, że coś poszło nie tak w planie ataku Unii i że tylko oni podejmują walkę z garnizonem fortu, siłą sześciokrotnie liczniejszą od nich.

Kapitan Cailloux nakłaniał Kompanię E do parcia naprzód. Jako kompania sztandarowa pułku, jego ludzie byli pod niezwykle silnym ostrzałem Konfederatów, a kula roztrzaskała lewe ramię Cailloux. Odmówił opuszczenia pola bitwy i kontynuował ponaglanie swoich ludzi, aż dotarli do krawędzi zalanego rowu. Krzyczał 'Za mną!’ tuż przed trafieniem pociskiem, który pozbawił go życia.

Po śmierci swojego dowódcy, żołnierze kompanii kolorowej zatrzymali się na chwilę przy rowie, a konfederaccy obrońcy zasypali ich ogniem muszkietowym z bliska. Próba przeprawy przez fosę wśród tak ostrego ognia wydawała się samobójstwem, więc żołnierze cofnęli się, by przeformować się do kolejnego ataku.

Po raz kolejny szarżowali na dzieła, docierając do punktu oddalonego o 50 jardów od dział wroga, ale rezultat był taki sam. W tej chwili prawe skrzydło Gwardii było jedyną siłą Unii walczącą w forcie. Bez wsparcia i w obliczu całego ciężaru konfederackiej obrony, kontynuowali daremny szturm.

Kilku żołnierzy z kompanii E i G wskoczyło do zalanego rowu i próbowało przedostać się na przeciwległy brzeg, ale wszyscy zostali zestrzeleni przez obrońców fortu. Biały oficer Unii, który był świadkiem tej szarży, powiedział, że „podjęli oni kilka prób przepłynięcia rowu, przygotowując się do szturmu na dzieła wroga, i to również na oczach wroga i w krótkim zasięgu muszkietów”

Odwaga Strażników była inspirująca. Lekarze w szpitalu polowym donieśli, że wielu czarnych żołnierzy, którzy zostali ranni w pierwszym szturmie, opuściło szpital, z lub bez leczenia, aby dołączyć do swoich towarzyszy podczas drugiego ataku. Dr J.T. Paine stwierdził, że „widział wszystkie rodzaje żołnierzy, ale nigdy nie widziałem nikogo, kto pod względem odwagi i niesłabnącego męstwa przewyższałby naszych kolorowych.”

Ale sama odwaga nie mogła pokonać ekstremalnych przeciwności, z jakimi zmagali się rdzenni strażnicy. Rebelianckie muszkiety i artyleria to było dla nich zbyt wiele, a wciąż rosnąca liczba ofiar zaczynała odbierać im siły do walki. Po raz kolejny zostali zmuszeni do wycofania się, ale nie przed podjęciem kilku prób odzyskania ciała kapitana Cailloux, z których wszystkie zakończyły się niepowodzeniem.

Niewiarygodnie, naczelne dowództwo Unii nadal wierzyło, że rdzenna straż może dokonać rzeczy niemożliwych. Gwardia ponownie się sformowała, opatrzyła swoje linie i po raz trzeci ruszyła do przodu z podwójną szybkością. Spotkał ich ten sam ostrzał, który zniszczył dwa poprzednie natarcia, ale mimo to ruszyli naprzód. Sierżant sztandarowy Plancianois dosunął sztandar pułku do dzieł wroga, gdy został trafiony w głowę pociskiem z 6-funtówki. W sumie, sześciu chorążych zginęło próbując rozwinąć flagę, zanim Gwardia otrzymała rozkaz wycofania się. Z rozmysłem sformowali ponownie swoje szeregi i wymaszerowali z pola walki, jak na defiladzie.

Z 1 080 gwardzistów, którzy wzięli udział w bitwie, 37 zostało zabitych, 155 rannych i 116 wziętych do niewoli. Ich zachowanie nawróciło większość wątpiących w armię Banksa i udowodniło, że czarne oddziały mogą odegrać kluczową rolę w stłumieniu rebelii. Ich odwaga pomogła utorować drogę dla ponad 180 000 czarnych żołnierzy, którzy mieli przywdziać niebieskie barwy i walczyć dla armii Unii.

Szczątki kapitana Cailloux nie zostały odnalezione aż do upadku Port Hudson 8 lipca, kiedy to zostały wysłane do Nowego Orleanu w celu pochówku. W jego pogrzebie uczestniczyli zarówno czarni, jak i biali. Cailloux mógł się chwalić, że był najczarniejszym człowiekiem w Ameryce, ale bohaterstwo nie zna granicy koloru skóry.

.

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.