To było ponad 28 lat temu, kiedy pięciu palących gandzię, mających obsesję na punkcie Goldeneye, czczących Bad Brains muzyków, znanych wspólnie jako 311, opuściło swoje rodzinne miasto Omaha, by gonić za kontraktem płytowym w pogrążonym w zamieszkach Los Angeles. Szanse nie były na ich korzyść i nie było żadnej gwarancji, że wszystko się uda młodym Nebraskanom.

„Nie było dla nas żadnego planu B”, basista Aaron „P-Nut” Wills powiedział SPIN. „Do diabła, nie było żadnego planu A. Po prostu szliśmy na całość i po prostu graliśmy. Byliśmy zespołem próbującym stworzyć nowe brzmienie, po prostu zakochując się w tych rytmach i pomysłach i dobrze się przy tym bawiąc.”

Dziś, ponad trzy dekady po ich pierwszym oficjalnym koncercie na żywo, otwierającym występ Fugazi na Sokol Arenie, 311 jest w zasadzie korporacją. Łączący gatunki stonersi, którzy wybili się na początku rapowo-rockowego boomu lat 90-tych, osiągnęli rzecz praktycznie niemożliwą: trwałą karierę muzyczną, z wieloma cyklami albumów i wyprzedanymi letnimi arenami. Dzięki swojemu unikalnemu brzmieniu i oddaniu publiczności, rockersi, niemal przypadkowo, stali się marką.

Od czasu ujednolicenia składu po przeprowadzce do L.A., kwintet – P-Nut, wokalista i gitarzysta Nick Hexum, perkusista Chad Sexton, gitarzysta Tim Mahoney i wokalista Doug „SA” Martinez – wydał 13 albumów studyjnych, od „Music” z 1993 roku do „Voyager” z 2019 roku, i zagrał tysiące koncertów na żywo. Przez cały ten czas zgromadzili wściekłą publiczność, jednocześnie cementując kulturę na pozytywności i celebracji.

„Kochamy naszą subkulturę, i kochamy to, że dbali o nas tak długo, i kochamy dawać im to, czego chcą”, mówi P-Nut. „To wspaniała relacja.”

Jak więc ci przyjaciele z całego życia przeszli od grania coverów Guadalcanal Diary w podejrzanych piwnicach Omaha do sprzedawania własnej linii produktów z marihuany i organizowania tematycznych rejsów po Karaibach? Nawet oni nie mogą uwierzyć, że ich zespół stał się czymś w rodzaju stylu życia.

„Było wiele rzeczy, które doprowadziły nas tutaj – w tym szczęście, w tym rzeczy, które były poza naszą kontrolą,” Sexton mówi SPIN, przeglądając karierę zespołu. „Część zasług należy się nam, członkom zespołu, ale część to po prostu szczęście i magia, w pewnym sensie. Myślę, że ostatecznie nasza miłość do muzyki trzyma nas razem. Twoja pasja do muzyki naprawdę ma znaczenie. Tak samo jak relacje, które budujesz w zespole. Ale zawsze podążaliśmy za głosem serca, co jest trudne do zrobienia w biznesie, który próbuje ci tego zabronić.”

Dodaje P-Nut: „Lubię sposób, w jaki ci kolesie naciskają na mnie, i lubię sposób, w jaki ja naciskam na nich, i jak wszystko jest równe, kiedy uderzamy w scenę … to jest magia.”

Pierwsza nuta tej 311 magii pojawiła się około 1985 roku, w Westside High School w Omaha. Hexum był w koncertowym zespole jazzowym z Sextonem, miał też cover band z Mahoney’em – ale nie miał prawa jazdy.

„Musieliśmy mieć nasze mamy, które woziły nas na koncerty i tego typu rzeczy”, wspomina Hexum. Grupa nazywała się The Eds, „ponieważ nasz perkusista miał na imię Ed”, kontynuuje. „Robiliśmy covery The Cure, The Smiths, R.E.M. i wielu mniejszych zespołów, jak Guadalcanal Diary. Ostatecznie, zaczęliśmy robić nasze własne utwory, a te stały się atrakcją naszych występów.”

Krótkotrwałe Eds nazwał to quits kiedy Hexum ukończył szkołę średnią rok wcześniej i przeniósł się do L.A. do poszukiwania muzyki na własną rękę. Kiedy wrócił do Omaha w następnym roku, aby uczestniczyć Mahoney’s i Sexton ukończenia studiów, trzej przyjaciele zebrali się razem do jam. Hexum, czując iskrę, został.

„Mieliśmy trzyczęściowy zespół przez kilka lat o nazwie Unity,” mówi Hexum, „i to właśnie tam zaczęliśmy mieszać wiele różnych stylów razem. Byliśmy naprawdę za hip-hopem, funkiem i punkiem, a Red Hot Chili Peppers wychodzili właśnie w tym czasie i pomyśleliśmy sobie, 'Wow, możesz mieć energię punk rocka, ale możesz też mieć w swojej muzyce kotlety, funk i różne style zmieszane razem.’ To był przełomowy moment.”

Wszyscy trzej przenieśli się do Los Angeles pod koniec 1988 roku, z zamiarem podpisania kontraktu z wytwórnią. Ale tak się nie stało i Sexton, rozczarowany tym doświadczeniem, wrócił do domu, zapisał się na Uniwersytet Nebraski w Lincoln i zaczął jammować z P-Nutem – wciąż uczniem Bryan High School – i gitarzystą Jimem Watsonem. „Miałem swoje pierwsze uderzenie bonga w jego pokoju. On miał może 20 lat, a ja 16. To były wspaniałe czasy i dzięki temu się zjednoczyliśmy. Muzyka była dla nas wyzwoleniem, a potem paliliśmy, rozmawialiśmy o filmach, sporcie i graliśmy w gry wideo. To były wspaniałe dni.”

Sextonowi udało się zwabić Hexuma z powrotem do domu kilka miesięcy później, i obaj postanowili wskrzesić Unity – ale z P-Nutem grającym na basie i Watsonem na drugiej gitarze. W 1989 roku, w piwnicy rodziców Hexuma, nagrali pozbawioną okładki EP-kę Downstairs. Wraz z wydaniem w 1990 roku Dammit!, pierwszego długogrającego i drugiego niezależnego albumu, zespół oficjalnie zmienił nazwę na 311 – nawiązując do niesławnego aresztowania Watsona za jazdę po pijanemu w późnych latach 80-tych.

Nowo ochrzczony zespół zatrudnił Mahoneya, który zastąpił Watsona. Najpierw pojawił się ich album Unity: Wyprodukowali tylko 1000 kopii, sprzedając je na koncertach 311 i w okolicznych sklepach z pamiątkami. Następnie, w 1992 roku, Martinez – który znał P-Nuta od czasów ich wspólnej pracy w Bryan High – przeszedł drogę od współpracownika do pełnoetatowego członka zespołu. 311, ze swoim hybrydowym brzmieniem, nagrało kolejną EP-kę, Hydroponic.

Niedługo po wydaniu, 311 spakowało to, co mało mieli, i cała piątka członków przeniosła się z powrotem do L.A. po drugą szansę. Matka P-Nut’a nie była rozbawiona. „Moja mama chciała, żebym poszedł na hydraulikę, tak na wszelki wypadek, gdyby muzyka nie wypaliła”, wspomina. „Miałem 17 lat, kiedy się przeprowadziliśmy, i wiedziałem, że jestem otoczony przez ogromny talent i kolesi z niezłomną etyką pracy, i ufałem temu. Myślę, że właśnie dlatego wszyscy się do siebie przywiązaliśmy”. Dodaje Sexton: „Kiedy jesteś naprawdę młody, tak naprawdę niczego nie zgadujesz.”

Przez miesiące, rozbity zespół walczył o to, by zostać zauważonym i przetrwać. „Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy przeprowadziliśmy się do L.A., było dość kiepsko” – mówi Hexum – „nasi rodzice wysyłali nam paczki, które były w zasadzie pudełkami z jedzeniem, żebyśmy mogli przetrwać. Jednak nie minęło wiele czasu, a już mieliśmy kontrakt płytowy.”

Jak przygotowywali się do opuszczenia Omaha, 311 dowiedzieli się, że mają sławnego fana: Ich muzyka w jakiś sposób trafiła w ręce Eddy’ego Offorda, producenta stojącego za jednymi z najlepszych albumów prog-rockowych legend Yes. „Dorastałem słuchając Yes, więc kiedy usłyszałem, że Eddy Offord jest nami zainteresowany… pomyślałem, 'To nie może być prawdziwe?’ Ale było prawdziwe,” zachwyca się Sexton. „Rozmawialiśmy z nim przez telefon kilka razy zanim się tam przeprowadziliśmy, ale nic nie było ustalone.”

Podczas długiej podróży do L.A., 311 zrobiło mały objazd do Red Rocks Park and Amphitheatre, tuż za Denver, chłonąc naturalny majestat miejsca. „To park i możesz zejść na dół i stanąć na tej scenie, co też uczyniliśmy”, wspomina Hexum. „To magiczne miejsce. Jeden z nas powiedział: 'Pewnego dnia damy czadu w tym miejscu’, a potem, zaledwie trzy lub cztery lata później, w 1995 lub 1996 roku, zostaliśmy tam headlinerem. To był dla nas wielki, triumfalny moment.”

311
CREDIT: Stephen Lashbrook

Przed przeprowadzką 311 miało tylko kilka kontaktów w Los Angeles, poza Offordem, jak mówi Hexum. Według Sextona, „kiedy w końcu się tam przenieśliśmy, pamiętam, że był u nas w domu, żeby się z nami spotkać – po prostu czekał, aż wjedziemy. To była jedna z najfajniejszych rzeczy.”

Z ich wspólnego miejsca zamieszkania w Van Nuys, 311 spędziło kilka pierwszych tygodni w Kalifornii bombardując swoim demo każdą A&R toady, którą mogli zidentyfikować. Po trzech miesiącach, na skraju poddania się, dostali ofertę z Capricorn Records i podpisali umowę. Offord był już na pokładzie, by wyprodukować ich oficjalny debiutancki album studyjny, „Music” z 1993 roku. „Nauczyliśmy się tak wiele od Eddy’ego i świetnie się bawiliśmy tworząc z nim pierwszą płytę”, mówi Sexton.

Capricorn wydał utwór „Do You Right” jako singiel, a wiele alternatywnych rockowych stacji radiowych dodało go do swojej rotacji, pomagając piosence osiągnąć #27 na liście Billboard’s Modern Rock Tracks. Nie mając wsparcia wytwórni dla trasy koncertowej, 311 zdecydowało się promować Music poprzez samofinansującą się, wielkomiejską trasę. Aby zorganizować występy, 311 pożyczyło stary, zrujnowany kamper od ojca Sextona.

311 zapłonęło podczas tej trasy – na wiele sposobów. 24 lipca 1993 roku, przejeżdżając przez Bois D’Arc w stanie Missouri w drodze na koncert w Kansas City, zbiornik paliwa w kamperze 311 zapalił się. Zauważywszy dym i płomienie w bocznym lusterku, Hexum zjechał na pobocze, a gdy członkowie zespołu ruszyli w stronę bezpieczeństwa, kamper eksplodował – niszcząc furgonetkę, którą holował, cały sprzęt zespołu i ich rzeczy osobiste.

„Zdążyliśmy na czas”, mówi Hexum, który doznał drobnych poparzeń w wypadku, „i to nas nie powstrzymało.” Korzystając z pożyczonych ubrań i sprzętu, 311 dokończył trasę, grając ostatnie trzy koncerty, które mieli zaplanowane przed powrotem do L.A. „Zdecydowanie jesteśmy bardzo błogosławieni i zawsze o tym pamiętamy,” mówi. „Lubimy utrzymywać postawę wdzięczności.”

Doświadczenie bliskie śmierci dało zespołowi zdrowszą perspektywę, którą wnieśli do sesji Grassroots. 311 zbudowało studio nagraniowe w domu, który dzielili w Van Nuys, ponownie zwracając się do Offorda o produkcję i inżynierię ich wszechstronnego drugiego LP.

„To co nam pomogło, na początku, to ludzie zwracający się do nas ze swoimi przyjaciółmi,” wyjaśnia Hexum. „Nie otrzymaliśmy zbyt wiele pomocy od przemysłu muzycznego – wszystko odbywało się oddolnie, dlatego też tak nazwaliśmy nasz drugi album. Byliśmy w stanie rozwijać się jako zespół, ponieważ ludzie dzielili się nami z innymi.”

Jednakże podczas nagrywania tego albumu z 1994 roku, relacje 311 zarówno z Offord jak i Capricorn Records zaczęły się psuć. „Drugi album był trochę inny, ale nie będziemy się w to zagłębiać,” wyjaśnia Sexton.

Sygnaturowe brzmienie 311 zaczęło nabierać kształtu na albumie Grassroots, który promowali rozległą i udaną trasą po Stanach Zjednoczonych, która poszerzyła ich bazę fanów. W drodze, napisali większość samozwańczego „Blue Album”, który nagrali z producentem Ronem Saint Germainem w 1995 roku. „Zawsze chcieliśmy z nim pracować, a jego pasja do piosenek pasowała do naszej,” mówi Sexton.

Wydanie 311 tego lata było przełomowym momentem w karierze zespołu – katapultując ich z podziemia do głównego nurtu. Stacje radiowe podchwyciły trzy z 14 utworów zawartych na albumie: „Don’t Stay Home”, „All Mixed Up” i „Down”. MTV oznaczyło teledysk do „Down” jako „Buzz Clip”, dodając go do ciężkiej rotacji.

„Posiadanie 'Buzz Clip’ było wtedy tak wielką sprawą, ponieważ to było jak namaszczenie – to jest to, o czym wszyscy mówią”, mówi Hexum. „Więc kiedy MTV puściło tę małą grafikę 'Buzz Clip’ przed naszym teledyskiem, to było jak, 'Ok, to się robi poważne.’ Wtedy na koncertach zrobiło się dużo młodziej. Od wieku studenckiego do wieku licealnego na koncertach przez jakiś czas.”

Sexton wspomina, że myślał, iż jego zespół osiągnął „zupełnie nowy poziom” po tym, jak MTV przystawiło swój przysłowiowy znaczek aprobaty dla 311. „Dorastałem na MTV w latach 80-tych i – wiem, że teraz jest inaczej – ale to, czym było wtedy, i jakby nadal było w latach 90-tych, było świetnym narzędziem, które pomogło nam zaistnieć na poziomie krajowym.”

„Wszystko zmieniło się niemal z dnia na dzień”, wspomina P-Nut. „Jest takie miejsce w Dallas zwane Trees, które jest tak duże jak moje patio i tak dobre, jak tylko można zobaczyć koncert na świecie. Graliśmy tam w ’94 roku, tuż przed wydaniem 'Blue Album’ i to był po prostu festiwal potu każdej nocy – nikt na scenie nie nosił koszulek, połowa publiczności była przemoczona i oblana potem, na pewno pod koniec. I nawet nie rok później, mieliśmy nasze złote przyjęcie z okazji wydania 'Blue Albumu’. Wydawało się, że to naprawdę wielka sprawa, bo było tam mnóstwo ludzi i było naprawdę, naprawdę fajnie – a my tak naprawdę nie robiliśmy tego zbyt często. Oczywiście, to był nasz pierwszy wielki huzia od wytwórni.”

Sukces „Down” przyciągnął nawet uwagę producentów nocnego show Davida Lettermana w 1996 roku.

„Byłem jego wielkim fanem, w latach 80-tych nie spałem do późna i oglądałem go, kiedy występował po Carsonie”, wspomina Hexum, „więc zagranie w jego programie, w tym samym czasie, kiedy 'Down’ rozkwitało, to był bardzo trudny okres, w którym wszyscy byliśmy jak, 'Wow, udało nam się.’ Oto jesteśmy – dzieciaki z Nebraski, z marzeniami i modlitwą – i teraz, oto jest.”

Spędzili mniej więcej następne dwa lata w trasie, pisząc nowy materiał i grając na żywo, w tym otwierając występ w Madison Square Garden dla niedawno zjednoczonego KISS.

„Dostaliśmy ofertę i naprawdę nie mogłem w to uwierzyć,” mówi Sexton. „Dużo słuchałem KISS, kiedy dorastałem, a to było nawet z wszystkimi oryginalnymi członkami. To było naprawdę niesamowite dla mnie – myślę, że dla wszystkich, ale może bardziej dla Tima i mnie, ponieważ byliśmy największymi fanami KISS w zespole.”

Na początku 1997 roku, 311 zbudowało na tym rozmachu nagrywając 22-utworowy Transistor. „To był dla nas eksperyment, wiedząc, że nasza publiczność będzie prawdopodobnie tak duża, jak nigdy dotąd” wyjaśnia P-Nut, „i mając nadzieję, że jednocześnie pokażemy naszą głębię jako muzycy. Posiadanie tej oferty, która pojawiła się jako następna, było ryzykowne. I cały punkt był taki, żeby umieścić tam tyle muzyki ile tylko CD może zmieścić.”

Sexton był pewien, że subtelna zmiana w brzmieniu 311 na Transistor – która przyniosła radiowe single „Beautiful Disaster,” „Prisoner,” i utwór tytułowy – opłaci się. „Zawsze najlepiej jest stawiać na siebie, zwłaszcza jeśli masz taką płytę”, mówi. „Musisz wciąż stawiać na siebie i wciąż płynąć prosto z serca.”

Krytycy w dużej mierze potępili Transistor jako zbyt ambitny, a 311 zrobiło to, co zawsze: koncertowało jak szalone przed przerwą w 1998 roku.

Połamane stosunki 311 z Capricorn Records dobiegły końca w 1999 roku wraz z albumem Soundsystem, który zawiera mega-hit „Come Original” i godny podziwu cover „Leaving Babylon” Bad Brains. Zespół pozwał swoją wytwórnię w 2000 roku, twierdząc w pozwie złożonym w Los Angeles Superior Court, że byliby jeszcze bardziej popularni, gdyby nie „nieudolność” Capricorn w promowaniu ich. 311 otrzymał zgodę na zerwanie umowy z Capricorn i podpisał kontrakt z Volcano Records na 2001 From Chaos – odniesienie, Hexum mówi, do czasu zespołu z wytwórnią, która ich podpisała.

Album zawierał radiowy hit „Amber” (podobno zainspirowany przez byłą Hexuma, byłą liderkę Pussycat Dolls, Nicole Scherzinger) i zespół ponownie połączył się z Saint Germain, który później wyprodukował „Evolver” z 2003 roku i „Don’t Tread on Me” z 2005 roku. „Zawsze bardzo wierzyłem w tę piosenkę, ale to było coś w rodzaju, 'Oh, wydamy jeszcze jeden singiel, ale płyta jest już skończona’ i to było naprawdę powolne spalanie. Zajęło to prawie 10 miesięcy, zanim to naprawdę się tam znalazło. To był naprawdę długi cykl albumów tylko dlatego, że to był tak inny dźwięk, że zajęło ludziom trochę czasu, aby się do niego przyzwyczaić.”

Zespół miał komercyjne odrodzenie po pojawieniu się na ścieżce dźwiękowej 50 pierwszych randek w 2004 roku. Ich przesiąknięty reggae cover utworu „Lovesong” grupy The Cure był singlem z soundtracku i szybko dotarł na pierwsze miejsce listy przebojów Alternative Songs.

„Z powodu ogromnego impulsu związanego z udziałem w tym filmie, 'Love Song’ poszybował na szczyt alternatywnej listy przebojów, więc było to dla nas dość niezwykłe”, wspomina Hexum. „Wszystkie nasze tak zwane hity przed tym wydarzeniem były powolne – nawet na 'Blue Album’, singiel 'Down’ był naszym trzecim singlem. Tak więc, ponieważ nasza muzyka tak bardzo różni się od siebie w zależności od utworu, zawsze było dość trudno przewidzieć, które piosenki będą się ze sobą łączyły, a które nie. To coś w rodzaju rzutu kostką.”

Po słabym przyjęciu Don’t Tread on Me, nadszedł czas na przerwę w studiu. „Nie mogę powiedzieć, że zawsze było łatwo, z czasem to się zmieniło”, mówi Sexton. „Ale być może ciężko było nam się zebrać w całość i naprawdę mocno skończyć ten album. To było coś w rodzaju, 'Cóż, może się mylimy, albo nie mamy odpowiedniej motywacji’, czy cokolwiek to jest. Więc w tym momencie zrobiliśmy sobie przerwę. Próbowaliśmy wcisnąć stary przycisk reset i myślę, że to zadziałało.”

Zespół nadal zbierał się na trasy koncertowe w lecie 2006 i 2007, ale nie przegrupowywał się by pisać aż do końca 2008 roku. W następnym roku, po prawie czteroletniej przerwie, 311 wydało album „Uplifter” z Bobem Rockiem, który otwiera przebojowy singiel „Hey You.”

„Cały ten proces był dla nas trochę inny, ale słuchając tej płyty, myślę, że jest całkiem solidna – w każdym calu,” mówi Sexton. „Tak więc, od tego momentu poszliśmy dalej.”

Powtórzyli współpracę z Rockiem na wydanym w 2011 roku, zwięzłym Universal Pulse. W ciągu dekady ukazały się jeszcze trzy kolejne wydawnictwa: finansowany przez crowdfunding Stereolithic trzy lata później, dobrze przyjęty Mosaic (ich drugi najdłuższy LP) w 2017 roku i energetyczny Voyager w 2019 roku. Hexum mówi, że spędził część kwarantanny COVID-19 majstrując nad pomysłami piosenek na ewentualną 14 płytę 311, choć obecnie nie mają żadnych planów co do tego projektu.

Teraz, ponad 30 lat po swoim pierwszym koncercie, 311 pozostają kryminalnie niedoceniani przez krytyków i instytucje takie jak Grammy. Ale ich fani wciąż chwytają się ducha świętowania, który definiuje ich muzykę.

„To była długa, dziwna podróż, za którą jesteśmy bardzo wdzięczni, a oni w pewnym sensie kontynuują ją dla nas”, mówi Hexum. „To czyni ją naprawdę wyjątkową. Zawsze będziemy robić swoje, ale oni też robią swoje, co sprawia, że jesteśmy im bardzo wdzięczni.”

Dodaje P-Nut: „Byłoby miło dostać ten ukłon od Rock and Roll Hall of Fame w pewnym momencie, ale jesteśmy traktowani i szanowani przez naszych fanów na tyle dobrze, że nie potrzebujemy, aby ktoś inny mówił nam, że jesteśmy fajni, legendarni czy coś w tym stylu. Słyszymy tego wystarczająco dużo od naszych fanów, co daje nam poczucie, że czas, który w to włożyliśmy – wzloty i upadki, przez które przeszliśmy, razem i indywidualnie – są tego warte.”

.

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.